Wielkie Alpejskie Euro - Tournee
Z dumą i głębokim niedowierzaniem ogłaszamy, że nasza międzynarodowa ekspedycja klas III i IV dobiegła końca. Przejechaliśmy pół Europy, przeżyliśmy cztery zmiany walut, języków a nawet pór roku. Zaczęliśmy od samego Disneya! Zamek wyglądał jak z bajki, ale podejście pod niego było prawdziwym horrorem dla naszej kondycji. Połowa klasy walczyła o życie na asfalcie, zazdroszcząc koniom ciągnącym dorożki. Gdy w końcu wdrapaliśmy się na mostek Marienbrücke, zamiast podziwiać architekturę, wszyscy próbowali złapać oddech i zrobić idealne zdjęcie, zanim porwie nas tłum turystów. Po niemieckich górach przyszedł czas na austriacki spokój nad Jeziorem Bodeńskim w Bregencji. Część osób próbowała udawać, że bardzo interesuje się architekturą słynnej opery na wodzie, podczas gdy reszta po prostu szukała najbliższego cienia i sprawdzała, czy woda nadaje się do natychmiastowego schłodzenia zmęczonych stóp. Kolejnego dnia wjechaliśmy do światowej stolicy banków - Zurychu, gdzie szybko zrozumieliśmy, dlaczego te banki są tak bogate – wystarczyło spojrzeć na cenę pojedynczej gałki lodów na Bahnhofstrasse. Następnie w strugach deszczu zwiedziliśmy najpiękniejsze miasto Szwajcarii, czyli Lucernę, które przywitało nas kultowym drewnianym mostem kaplicznym. W St. Moritz przez moment poczuliśmy się jak milionerzy na zimowym urlopie (szkoda, że tylko przez chwilę), wsiedliśmy do słynnego czerwonego pociągu Bernina Express. Widoki zapierały dech w piersiach. Przejazd przez wiadukty i kręte tory przetestował błędnik niektórych uczestników. Wysiedliśmy z pociągu i nagle skończył się szwajcarski porządek zegarkowy, a zaczął absolutny włoski luz. Cudowna odmiana! W Tirano błyskawicznie opanowaliśmy sztukę unikania pędzących skuterów i z równą prędkością rzuciliśmy się na pierwsze prawdziwe włoskie pizze i makarony. Życie znowu stało się piękne (i znacznie tańsze!). Finał w iście hollywoodzkim stylu. Spacerując nad jeziorem Como, wszyscy bacznie rozglądali się za luksusowymi willami i celebrytami. Niestety, zamiast gwiazd kina spotkaliśmy tylko lokalne kaczki, ale widoki i włoskie dolce vita w pełni nam to wynagrodziły.
Cele edukacyjne i integracyjne zrealizowane w dwustu procentach. Wiemy już, jak poprawnie machać rękami po włosku, jak przeżyć górskie podejścia i jak przeliczać franki na złotówki ze łzami w oczach.
